Za ciosem

A skoro ożywiłem swojego bloga idę za ciosem – w ubiegłym roku miałem okazję poznać sporo ciekawych osób:

Paweł Harajda, ewangelista Olcamp.pl - jak pisze o sobie, to postać interesująca. Człowiek zarażony ideą spotkań barcampowych. Lubię takich entuzjstów, ludzi, którym sprawia przyjemność dzielenie się wiedzą i zarażanie innych pasją. Śmiały, otwarty umysł – jak dla mnie perełka na olsztyńskim niebie. Patrzę na niego z podziwem (że mu się chce) i zaciekawieniem (że dalej mu się chce) :) Informatyk, ale jak dla mnie bardziej humanista i postać jak najbardziej renesansowa.

Olcamp

Miałem okazję dwukrotnie uczestniczyć w Olcampie – raz jako słuchacz, drugi raz jako prelegent. Z przyjemnością słuchałem Macieja Rytczaka oraz Marcelina Chodynieckiej-Kuberskiej i ich wizji rozwoju identyfikacji miasta. Na pytanie ile potrzeba na to czasu odpowiedział: 5 lat. Niestety nie będzie mu dane, bo prezydent Grzymowicz zwolnił go z funkcji Dyrektora Wydziału Kultury Promocji i Turystyki Urzędu Miasta Olsztyna na fali oczyszczania własnego wizerunku. Szkoda, bo mógł zmienić wiele nawet, jeśli część pomysłów (niektórzy twierdzą, że większość) była adaptacją odtwórczą. W czasach postmodernizmu to chyba nie zarzut ;)

Czytaj dalej

Nowe logo mojej Gminy

Zelektryzowało mnie. Jak podaje portal olsztyn24.com gmina Dywity, której jestem mieszkańcem, ma nowe logo.
Myślałem, że jestem obok wszelkich dyskusji na goldenline dotyczących wirusa brandowania wszystkiego co się da, ale…
Logotyp jest autorstwa Agencji DEMO z Dywit, a powstało w wyniku zapytania ofertowego.

A teraz merytorycznie, bez wyrażeń typu „misię”

Typografia nowego logotypu jest… bardzo zła. Chciałem napisać żenująca, ale podaruję sobie emocje. Zapewne krój (to ogromne nadużycie w tym przypadku) nazwy Gminy miał w zamyśle autora nawiązywać do polotu z hasła „Gmina z polotem”. Cóż, efekt jest odwrotny – pierwsze skojarzenia to rozchwianie, niepewność, zamieszanie, bałagan. Wszystko w wyniku naruszenia linii bazowej oraz przypadkowej, nieuzasadnionej rotacji liter wyrysowanych bez pojęcia o zasadach liternictwa.

Nowe logo Gminy Dywity
Nowe logo Gminy Dywity

Grafika – połączenie kościelnych okien z fasady dywickiego kościoła to nawiązanie do herbu gminy, a jednocześnie jedynej charakterystycznej budowli w Dywitach. Okna w logotypie zostały potraktowane płytko, jako nic nieznaczący element, a przecież Dywitzen w języku Warnów oznaczało Górę Boga. To dobry punkt wyjścia, gdyby użyć historii jako punktu wyjścia do tworzenia logotypu. Rodzi się też pytanie – skoro okna w herbie i logotypie to po co w takim razie logotyp, skoro nie niesie żadnych nowych treści?

Czytaj dalej

Sabotage

Co mają buty do sabotażu?

Według holenderskiej legendy (podaję z pamięci) sabot to drewniak wrzucony przez ubogiego wieśniaka w tryby diabelskiej machiny do zgładzenia ludzkości. Według historyków francuscy robotnicy w trakcie rewolucji przemysłowej używali swojego drewnianego obuwia, by zniszczyć maszyny, na których pracowali. Podobno właśnie od nazwy buta pochodzi czasownik sabotować…

Dlaczego o tym wspominam? Śledzę dyskusję na Goldenline: Ile korekt graficznych robicie? Pytanie zadane nie bez przyczyny – rzeczywiście zdarza się wielu z nas współpracować z klientami, którzy sabotują swoje własne zlecenia przez niezliczoną liczbę poprawek. Projekty przeciągają się w nieskończoność, zmieniają kierunek, a czasami Klient wraca po roku po „poprawkę” (de facto nowy projekt) z tłumaczeniem, że wcześniej: zapomniał, nie potrzebował, nie chciał przeszkadzać (niepotrzebne skreślić).

Jakie jest rozwiązanie?

Czytaj dalej

Dopasuj swój profil

Jesteś wolnym człowiekiem? Na pewno?

Jesteś wolnym człowiekiem? Na pewno?

W ostatnim czasie zauważyłem, że kilka osób „zawiesiło” swoją działalność na Facebooku. Zgodnym głosem jako powód podały zbytnie uzależnienie od tej platformy. Nic w tym dziwnego – uzależnić można się nie tylko od alkoholu, narkotyków, hazardu, pornografii, ale także internetu, informacji itp.

Nie jest to przełomowe odkrycie i choć nie jestem psychologiem postanowiłem stworzyć profil seryjnego pożeracza informacji, żeby przejrzeć się w nim niczym w lustrze.

Profil seryjnego pożeracza informacji:

  1. Jesteś wykształconym lub kształcącym się człowiekiem.
  2. Wiek w granicach 20-35 lat.
  3. Posiadasz konto na FB, NK, Twitterze i tym podobnych portalach.
  4. Dzień zaczynasz od sprawdzenia poczty i wpisów na społecznościówkach.
  5. Pomiędzy prysznicem a ogoleniem się (faceci) lub wysuszeniem włosów (kobiety) sprawdzasz czy nie ma nowych maili/wpisów.
  6. Po śniadaniu lub po wykonaniu „podstawowych czynności życiowych/zawodowych” mówisz sobie, że tylko na chwilę wpadniesz na FB
  7. Chwila kończy się po 2-3 godzinach.
  8. Chwile na sprawdzaniu statusu rujnują codziennie Twój plan dnia
  9. Prawdopodobnie posiadasz smartfona. Jeśli nie, to nosisz się z zamiarem jego kupna.
  10. Masz ok. 300 nieprzeczytanych tweetów. Nie łudź się, nigdy ich nie przeczytasz.
  11. W chwili gdy to czytasz w zakładkach przeglądarki masz min. 10 stron, które przeczytasz później.
  12. Pomimo tego, że przeczytałeś ok. 100 wpisów, kliknąłeś w ok 300 linków masz poczucie niedosytu, że tak naprawdę niczego wartościowego się nie dowiedziałeś.
  13. Powtarzasz sobie, że od jutra to się zmieni.

Lista mogłaby być dużo dłuższa, ale jeśli wśród tych kilkunastu punktów odnajdujesz siebie czas coś z tym zrobić…

A tak poza tym – miłego weekendu. Bez informacji ;)

Ale po co (zmieniać)?

Nie warto się wysilać…

Nie jest tak źle!

Nie jest tak źle! :)

„Ale po co?” Ten krótki, ale treściwy równoważnik dość mocno zapadł mi w pamięć. Miałem okazję słyszeć go z różnych ust, w różnych miejscach, jednak zawsze wyrażał jedno i to samo – zgodę na bylejakość i strach przed zmianami. Utwierdził mnie w tym ostatni (a mój pierwszy obejrzany w całości) odcinek Kuchennych rewolucji Magdy Gessler.

Broniszówka. Restauracja otworzona przez człowieka spoza branży (p. Krzysztof pracował w branży budowlanej). Postawił budynek, wykończył go. Na tym się znał. Teraz jednak zaczęły się schody – restauracja nie tylko wygląda, ale przede wszystkim serwuje potrawy. I tu kłopot. Tak naprawdę wszyscy siebie oszukują – właściciel /że jest właścicielem/, menadżer /że zarządza/, kucharze /że gotują/. Jedynymi szczerymi są klienci, którzy nie przychodzą do restauracji.

Czytaj dalej

Lody Bolero (cz. 2)

No proszę, mamy kontynuację kampanii lodów Bolero – niedaleko dworca pojawił się duży billboard z podziękowaniami dla… załogi Chłodni Olsztyn. Tak przynajmniej wynika z hasła umieszczonego obok paczki, przepraszam sandwitcha Bolero. Komentując to złośliwie mógłbym napisać, że pracownicy zjedli 3 mln. lodów i już dziękują :)

bolero

Przy okazji tematu lodów poszukałem informacji o sprzedaży tego segmentu. Okazuje się, że cały czas Polacy są w ogonie europejskiej konsumpcji lodów. Jemy połowę mniej lodów niż nasi sąsiedzi i jesteśmy w tej dziedzinie tradycjonalistami. Mamy wyrobione wzorce zachowań, ulubione marki i smaki. W tym roku, z racji wielu tygodni deszczowej pogody sprzedaż lodów utrzymywała się na niskim poziomie, więc uderzenie w lipiec – top sprzedażowy – było dobrym pomysłem. Niestety w wykonaniu Bolero reklama lodów impulsowych (do takiej kategorii należą) ze swoim nieszczęsnym przekazem mogła rzeczywiście wywołać impuls, choć niekoniecznie pozytywny.

Byle jaka plaża – ciemny lud to kupi!

Nastała moda i potrzeba na marketing miejsc, zatem każde miasto, region, kraj, chce się wyróżnić, by przyciągnąć do siebie turystów. Powstają mniej lub bardziej udane reklamy pokazujące piękno i niepowtarzalność danego miejsca. Do grona miejsc wyjątkowych dołączył Pisz ze swoim filmem promocyjnym, emitowanym w kilku kanałach TV.

Reklama miejsc – Pisz w nowej odsłonie

Czytaj dalej

Popalasz lody Bolero?

Obiecałem sobie. Obiecałem! No i nie dam rady! Zakładając blog obiecałem sobie, że nie będę podawał negatywnych przykładów. Trudno niestety utrzymać się w ryzach kiedy codzienność dostarcza takich bodźców!

Lody Bolero, a właściwie ich producent Chłodnia Olsztyn, wystartowały z nową kampanią reklamową. Bilboardy pojawiły się w kilku miejscach Olsztyna i zabiły mnie z miejsca. Już wcześniej Chłodnia Olsztyn zadziwiała mnie pomysłami na marketing. Do annałów wiedzy tajemnej olsztyńskich grafików przeszły konkursy na opakowania, gdzie główną nagrodą było wykonanie projektu za 100 zł. Jednak teraz przeskoczyli samych siebie.

Czytaj dalej

Odróżnij się albo zgiń!

W niedzielę miałem déjà vu. Pewien obraz przypomniał mi spotkanie sprzed kilku lat. Grając na festiwalu w Białymstoku, w chwili przerwy postanowiliśmy się wyrwać na szybki obiad. Trafiliśmy do… Hm, dzisiaj nie wiem jak to nazwać, więc spróbuję opisać.

Blaszana buda wielkości 6×3 metry, podzielona na kuchnię (nie wiem gdzie i jak myli ręce) oraz część stołówkową z lustrem na ścianie, kilkoma stołkami barowymi i blatem. Podawano tam kebab. Przynajmniej taka była intencja „restauratorów”. Niezrażeni weszliśmy. Klimat mnie wciągnął. Właściciele i klientela dopełniali reszty. Poczułem, że wchodzę w to i jestem naprawdę odjechanym gościem zamierzając tu jeść. Dałem radę. Wychodząc, podziękowałem właścicielce, że  mieli odwagę na zrobienie takiego lanserskiego miejsca. Był to chyba pierwszy komplement jaki usłyszała od klienta. Wyglądała na zaskoczoną. Zdecydowanie ten przybytek wyróżnia się na gastronomicznej mapie Polski. Polecam. A tak w ogóle to Białystok ma klimat i potrafi się odróżnić – vide ubiegłoroczna batalia o logo miasta.

Czytaj dalej

Zarządzanie partyzanckie

Właśnie jestem w trakcie lektury książki Dawida Allena Getting Things Done czyli sztuka bezstresowej efektywności. Już pierwsze strony spowodowały lekkie wstrząśnienie mózgu po tym, jak się pukałem w głowę ze słowami: „O ludzie, dokładnie tak jest!” Wiedza, uświadomienie sobie problemu i jego skali ma oczyszczający skutek.

Czym nas zaskoczysz dzisiaj szefie?Ok, ale co do tego ma partyzanckie zarządzanie? Dawid celnie rozprawia się z mitami dotyczącymi zarządzania pokazując jak zmiana myślenia wpływa na naszą efektywność. Natychmiast rozpocząłem małą retrospekcję relacji pracownik-szef. Wiadomo, najlepiej dostrzec wady wszystkich dookoła :)

Ach, ci moi szefowie… Jako, że w swoim życiu byłem m. in. organizatorem wystaw, kaowcem (tak, tak!), nauczycielem, grafikiem, tych szefów było trochę.

Czytaj dalej