Za ciosem

A skoro ożywiłem swojego bloga idę za ciosem – w ubiegłym roku miałem okazję poznać sporo ciekawych osób:

Paweł Harajda, ewangelista Olcamp.pl - jak pisze o sobie, to postać interesująca. Człowiek zarażony ideą spotkań barcampowych. Lubię takich entuzjstów, ludzi, którym sprawia przyjemność dzielenie się wiedzą i zarażanie innych pasją. Śmiały, otwarty umysł – jak dla mnie perełka na olsztyńskim niebie. Patrzę na niego z podziwem (że mu się chce) i zaciekawieniem (że dalej mu się chce) :) Informatyk, ale jak dla mnie bardziej humanista i postać jak najbardziej renesansowa.

Olcamp

Miałem okazję dwukrotnie uczestniczyć w Olcampie – raz jako słuchacz, drugi raz jako prelegent. Z przyjemnością słuchałem Macieja Rytczaka oraz Marcelina Chodynieckiej-Kuberskiej i ich wizji rozwoju identyfikacji miasta. Na pytanie ile potrzeba na to czasu odpowiedział: 5 lat. Niestety nie będzie mu dane, bo prezydent Grzymowicz zwolnił go z funkcji Dyrektora Wydziału Kultury Promocji i Turystyki Urzędu Miasta Olsztyna na fali oczyszczania własnego wizerunku. Szkoda, bo mógł zmienić wiele nawet, jeśli część pomysłów (niektórzy twierdzą, że większość) była adaptacją odtwórczą. W czasach postmodernizmu to chyba nie zarzut ;)

Czytaj dalej

Byle jaka plaża – ciemny lud to kupi!

Nastała moda i potrzeba na marketing miejsc, zatem każde miasto, region, kraj, chce się wyróżnić, by przyciągnąć do siebie turystów. Powstają mniej lub bardziej udane reklamy pokazujące piękno i niepowtarzalność danego miejsca. Do grona miejsc wyjątkowych dołączył Pisz ze swoim filmem promocyjnym, emitowanym w kilku kanałach TV.

Reklama miejsc – Pisz w nowej odsłonie

Czytaj dalej

Odróżnij się albo zgiń!

W niedzielę miałem déjà vu. Pewien obraz przypomniał mi spotkanie sprzed kilku lat. Grając na festiwalu w Białymstoku, w chwili przerwy postanowiliśmy się wyrwać na szybki obiad. Trafiliśmy do… Hm, dzisiaj nie wiem jak to nazwać, więc spróbuję opisać.

Blaszana buda wielkości 6×3 metry, podzielona na kuchnię (nie wiem gdzie i jak myli ręce) oraz część stołówkową z lustrem na ścianie, kilkoma stołkami barowymi i blatem. Podawano tam kebab. Przynajmniej taka była intencja „restauratorów”. Niezrażeni weszliśmy. Klimat mnie wciągnął. Właściciele i klientela dopełniali reszty. Poczułem, że wchodzę w to i jestem naprawdę odjechanym gościem zamierzając tu jeść. Dałem radę. Wychodząc, podziękowałem właścicielce, że  mieli odwagę na zrobienie takiego lanserskiego miejsca. Był to chyba pierwszy komplement jaki usłyszała od klienta. Wyglądała na zaskoczoną. Zdecydowanie ten przybytek wyróżnia się na gastronomicznej mapie Polski. Polecam. A tak w ogóle to Białystok ma klimat i potrafi się odróżnić – vide ubiegłoroczna batalia o logo miasta.

Czytaj dalej